Rozdział ze specjalną dedykacją dla Cass.
Wybacz mi kochana, że nie wyrobiłam się na czas z prezentem urodzinowym,
ale sama wiesz jak jest.
Także ten.
To okropne coś poniżej to dla Ciebie :*
Jeszcze raz 100 lat i spełnienia marzeń :*
(oraz tych innych rzeczy, których Ci wczoraj życzyłam)
*****
ROZDZIAŁ
ZAWIERA SCENY +18. CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!
Opadłam zrezygnowana na krzesło i
upiłam łyk gorącej herbaty. Zielona z maliną, taka jaką lubię
najbardziej. Powinnam podziękować mamie, że włożyła ją do
koszyka. Siedzę w ciszy delektując się chwilą, gdy nagle mój
telefon zaczyna dzwonić. Zerkam na wyświetlacz i widzę
uśmiechniętą twarz mojej przyjaciółki. Naciskam zieloną ikonkę.
-No w końcu się odezwałaś. -mówię
z ulgą w głosie. -Martwiłam się o ciebie. Co tam u Ciebie?
Tęsknisz chociaż troszeczkę za mną?- paplam jak najęta, nie
dając dojść do głosu mojej przyjaciółce.
-Okej. -odpowiada zdawkowo.
-A coś więcej?- pytam zaniepokojona.
Coś się musi dziać. Maja zachowuje się zupełnie jak nie ona.
-Jeju, Anna wszystko jest okej. Po co
dzwonisz? -pyta poirytowana.
-Myślałam, że mogę zadzwonić do
mojej przyjaciółki pogadać, poplotkować, powiedzieć, że
tęsknie. -zaczynam, ale ona mi przerywa.
-Przyjaciółki?- słyszę śmiech po
drugiej stronie. -Ty jeszcze śmiesz nazywać się moją
przyjaciółką? Po tym wszystkim?!- krzyczy, a ja nie rozumiem o co
w tym wszystkim chodzi.
-O czym ty mówisz?- mówię łamiącym
się głosem. Czy to możliwe, że ona ma mi za złe wyprowadzkę?
Przecież to nie moja wina.
-O nim. On kocha ciebie,
rozumiesz?-słyszę ból w jej głosie.
-Andreas? -pytam zbita z tropu. Wiem,
że mnie kocha. Więc o co ta cała afera. Nie rozumiem już nic.
-Nie idiotko. Nie Andreas. Ta cała
szopka.. To wszystko było tylko dlatego, że on się w tobie
zakochał. A gdy chciał ci powiedzieć, ty pomyślałaś, że on się
we mnie kocha. Jak mogłaś mi to zrobić? Dlaczego to zawsze ty
musisz być tą lepszą? Dlaczego zawsze Anna, a ja muszę być tą
drugą. Tą gorszą. Tą, którą nikt się nie zainteresuje.
Nienawidzę Cię, wiesz? Nienawidzę!-krzyczy, a po moich policzkach
spływają łzy. Jej słowa ranią. Czy to prawda, że Karl może coś
do mnie czuć? To jest niemożliwe. Ale z drugiej strony.. To by
wyjaśniało jego dziwne zachowanie.
-Maja. Ja nic o tym nie wiedziałam.
Przykro mi. -Na moje słowa zaczyna się histerycznie śmiać.
-Przykro ci? Daruj sobie. Zapomnij o
mnie. Nie jesteśmy już przyjaciółkami. Nie dzwoń, nie pisz, nie
chcę cię znać, rozumiesz? -nie czekając na moją odpowiedź,
kończy połączenie. Teraz nie powstrzymuję już łez. Siedzę,
podpierając się łokciami o stół, z twarzą ukrytą w dłoniach i
łkam. Właśnie straciłam jedną z najważniejszych osób w moim
życiu. Stop. Nie mogę płakać. To nie moja wina. Wstaję z
krzesła, ocieram łzy wierzchem dłoni i stwierdzam, że muszę się
odreagować. Wyglądam jak siedem nieszczęść, więc bieganie
odpada. Nie chcę straszyć niewinnych ludzi na ulicy. Rozwalenie
kilku zbędnych przedmiotów w mieszkaniu Richarda również odpada.
Facet by mnie zabił, gdybym rozwaliła jedno z jego trofeów na
przykład.. Lepiej nie ryzykować własnego życia. I zdrowia. Jedyne
co mi przychodzi na myśl to.. Nie, nie powinnam. Ale to tylko jedno
piwko. Nie zaszkodzi mi przecież. Richard się nie obrazi. A jeśli
się przyczepi, to mu odkupię, co za problem. Podchodzę do lodówki
i wyjmuję jedną z butelek. Otwieram ją i biorę kilka łyków.
Smakuje okropnie. Nie lubię tego gorzkawego smaku. Wzdrygam się i
upijam kolejne łyki trunku. Moją samotność z butelką piwa
przerywa dźwięk dzwonka. Nie zwracając uwagi na mój wygląd,
podchodzę do drzwi trzymając w ręku butelkę piwa i przekręcam
zamek. Otwieram drzwi i widzę moją rodzicielkę, która patrzy na
mnie ze zdezorientowaniem.
-Boże dziecko, jak ty wyglądasz?-mówi
przykładając dłoń do ust. Patrzy na mnie zmartwiona. Jej wyraz
twarzy diametralnie się zmienia, gdy widzi butelkę piwa w mojej
dłoni. Zabiera mi ją i patrzy na mnie z pretensją. -Czyś ty
oszalała?- krzyczy nie zważając, że zaraz sąsiedzi się zlecą,
by zobaczyć co się dzieje.
-Wejdziesz, czy będziemy się tak na
klatce przy sąsiadach kłóciły?- mówię i uchylam szerzej drzwi,
zapraszając ją do środka. Wchodzi do mieszkania, kieruje swoje
kroki do kuchni.
-Powiesz mi co się stało?- pyta
siadając przy stole.
-Maja mnie nienawidzi.- mówię głosem
wypranych z emocji. Posyła mi pytające spojrzenie. Wzdycham i
siadam naprzeciwko niej. Opowiadam o rozmowie sprzed kilku chwil.
-Nie tak cię wychowałam. -mówi
kręcąc głową z niedowierzaniem. Patrzę na nią zdziwiona.
-Jesteś taka sama jak twój ojciec. Myślałam, że cię lepiej
wychowałam, że czeka cię lepsza przyszłość.-zawiesza głos.
-Mój ojciec? Jaki on był?- w końcu po tylu latach mam odwagę
zadać to pytanie. Patrzę na nią z wyczekiwaniem. Jej mina wyraża
odrazę.
-Jaki był? Troskliwy, kochający, zabójczo przystojny. Tak było przed ślubem. Przynosił mi kwiaty w każdą niedziele, pamiętał o urodzinach, imieninach, rocznicy. Było cudownie. Przez pierwsze dwa lata. Później urodziłaś się ty, a on zaczął pić. Początkowo były to tylko wypady na piwko raz w tygodniu. Piątkowy wieczór z kolegami. Mogłam to zaakceptować. Później jednak wszystko się zmieniło. Nastały gorsze czasy. Zaczęły się zwolnienia, kryzys na rynku pracy. Z problemami zaczęło się częstsze picie. Piątki przy piwie przeciągały się do weekendów. Później pił codziennie. I tak właśnie stoczył się na samo dno.
-Kłamiesz-słowo to wypowiadam łamiącym się głosem. Moje dziecięce wyobrażenia idealnego ojca zostały właśnie brutalnie zgniecione niczym robak przez okrutną prawdę.
-Mówię prawdę. Nigdy wcześniej ci o nim nie opowiadałam, bo nie chciałam, żebyś musiała się wstydzić ojca pijaka. -nerwowo bawi się moim kubkiem z niedopitą herbatą, jednocześnie unika mojego wzroku.
-Jak możesz myśleć, że mogłabym się wstydzić własnego ojca?!-krzyknęłam podnosząc się z miejsca.
-Jesteś taka sama jak on!-krzyczy na mnie. Patrzę na nią z niedowierzaniem.-Jesteś słaba. Naiwna. On też taki był.
-Przestań!-krzyczę. Łzy spływają po moich policzkach. Nawet ich nie ścieram. Pozwalam im płynąć.-Nienawidzę cię.- krzyczę przez łzy. Wcale tak nie myślę. Nie wiem, czemu te słowa opuściły moje usta. Widzę ból w oczach matki. Czuję jak wymierza mi policzek. Dotykam dłonią miejsca, w które przed chwilą mnie uderzyła. Pojawia się więcej łez.
-Jesteś taka sama jak on. I skończysz tak samo.- mówi i wychodzi trzaskając drzwiami. Opieram się plecami o ścianę i się po niej osuwam. Siedzę tak na podłodze skulona w kłębek i łkam niczym zranione zwierze. Sama nie wiem ile tak trwałam. Kilka godzin? Pół dnia? Wieczność? Chyba jednak trochę przesadzam. Czuje w pewnym momencie, że ktoś mnie przytula. Tak najzwyczajniej w świecie. Czuję zapach jego perfum. Bije od niego ciepło. Wtulam się w niego i trwamy tak przez jakiś czas.
-Chodźmy do ciebie, bo chyba nie chcesz, by Richi widział cię w takim stanie, co?- jego głos wyrywa mnie ze stanu osłupienia. Wstaję i kieruję się w stronę mojego pokoju. Zamykam za sobą drzwi, siadam na łóżku, podkurczam nogi, oplatam rękoma kolana i wpatruję się w ścianę. Po chwili zjawia się i on. Siada obok mnie i milczy. Czuję na sobie jego wzrok. Wiem, że jego cierpliwość kiedyś się skończy. Wzdycham. Jestem świadoma, że on oczekuje wyjaśnień.
-Dlaczego to wszystko mnie spotyka?- mówię cicho. Mam nadzieję, że nie usłyszał. On nie odpowiada, tylko mnie do siebie przytula. Gładzi mnie po plecach, głaszcze moje włosy. Jest taki troskliwy. Jego usta odnajdują moje. Składa na nich delikatny pocałunek. Potrzebuję tej bliskości. Potrzebuję jego ciepła. Potrzebuję jego. Splatam palce w jego włosach i przyciągam go do siebie. Chcę by był on blisko mnie. Chcę poczuć bicie jego serca. Pocałunki, które na początki były delikatne, zmieniają się w bardziej namiętne. Czuję jak jego dłonie dostają się pod moją bluzkę i błądzą po mojej rozgrzanej skórze. Odrywam się na chwilę od niego, by zaczerpnąć powietrza. Jego usta wędrują po mojej szyi, co doprowadza mnie do szaleństwa. Z moich ust wydobywa się jęk. Pozbawia mnie bluzki. Wsuwam dłonie pod materiał jego koszulki i błądzę nimi po jego mięśniach. Zauważam, że dziwnie reaguje na mój dotyk. Jego oddech staje się szybszy. Wpija się w moje usta i zachłannie całuje. Szybkim ruchem ściągam jego koszulkę. Przyciąga mnie do siebie bliżej. Drażnię paznokciami skórę jego pleców. On siłuje się z zapięciem od stanika, które w końcu ulega jego zmaganiom. Przerywa pocałunek i swoje usta kieruje w kierunku moich piersi. Jego usta drażnią moją delikatną skórę. Zaczyna ssać moje sutki, czym doprowadza mnie do szaleństwa. Moje jęki zachęcają go do odważniejszych ruchów. Pozbawia mnie moich leginsów, sam pozbywając się swoich spodni. Błądzi dłonią pomiędzy moimi udami, na co mój oddech zdecydowanie przyspiesza. Drażni moje intymnie miejsca przez materiał moich majtek. Po chwili pozbywa się ich jednym, szybkim ruchem. Kładzie mnie na łóżku, rozsuwa moje kolana i usadawia się z głową pomiędzy moimi udami. Nie wiem co ten chłopak wyprawia, ale jest mi cholernie dobrze. Jeśli Richard jest w domu, to pewnie słyszy moje jęki. Sąsiedzi z resztą też muszą je słyszeć. Cóż. To chyba nic dziwnego, że z mieszkania Freitaga dochodzą takie odgłosy. Nagle moje ciało ogarniają skurcze i jest mi cholernie dobrze. Niech on nie przestaje. Nie wysłuchuje moich próśb, bo przerywa nagle. Patrzę na niego zamglonym wzrokiem i widzę, że pozbywa się ostatniej części swojej garderoby. Przełykam ślinę. Wiem co się zaraz stanie. Czy ja tego chce? Czy chcę go poczuć w sobie? Pewnie, że chcę. Chcę by był blisko mnie. Jak najbliżej się da. Chcę uprawiać z nim miłość. Tą w aspekcie czysto fizycznym. Patrzy na mnie jakby upewniając się, czy jestem gotowa. On zdaje sobie sprawę, że jest moim pierwszym facetem. Posyłam mu uśmiech. Odwzajemnia go. Jest delikatny. Stara się przysporzyć mi jak najmniej bólu. Zaciskam zęby, nie chcąc mu dać poznać, że mnie boli. Początkowy ból jest niczym w porównaniu z późniejszym uczuciem. Jego szybkie ruchy doprowadzają mnie go granic rozkoszy. Sama nie wiem ile czasu trwam w tym stanie błogości. W pewnej chwili oboje osiągamy szczyt. Opada spełniony obok mnie. Przytulam głowę do jego klatki piersiowej i zasypiam w jego objęciach. Zanim zasypiam szepczę tylko ciche - Kocham cię.
„Czasami jedna sytuacja powoduje lawinę
zdarzeń,
które niczym kostki domina burzą naszą małą stabilizację...
i już żadna siła nie cofnie tej pierwszej wprawionej w ruch...”
które niczym kostki domina burzą naszą małą stabilizację...
i już żadna siła nie cofnie tej pierwszej wprawionej w ruch...”
______________________________________________
Z racji takiej, że jutro Dzień Kobiet,
chciałabym życzyć wszystkim moim czytelniczkom wszystkiego najlepszego :*
Buziaki :**