Witajcie.
Chyba oszalałam, bo napisałam ten rozdział w jakieś dwie godziny.
Dla schnaiderowa_95
Stara dupa z ciebie, 19 lat już masz ty dinozaurze ;)
Życzę ci dużo weny do tworzenia nowych, świetnych rozdziałów i opowiadań,
romansu z Austriakami <Michiego i Morgiego nie oddam, musisz się obyć bez nich >
wymarzonych prezentów urodzinowych i czego tam sobie jeszcze życzysz.
100 lat, wszystkiego najlepszego, spełnienia marzeń itp, itd, etc, etc.
Odepchnęłam go od siebie. Popatrzył
na mnie skołowany. -Ja nie chcę.- powiedziałam cicho. Na co on
ponownie przyciągnął mnie do siebie. Znów zatopił te swoje
gorące usta w moich. Czy czułam coś? Chyba tylko alkohol szumiący
mi w głowie. Początkowo byłam bierna na jego pocałunki, ale z
czasem zaczęłam je odwzajemniać. Sama nie wiem co mi strzeliło do
głowy. No dobra, jest przystojny, to chyba to. Ale on jest chamem.
Przystojnym, ale chamem, ale jednak.-Dość.-powiedziałam już
bardziej zdecydowanym głosem, odsuwając się na znaczną odległość
od niego.
-Przecież wiem, że na mnie
lecisz.-powiedział z tym samym głupkowatym uśmieszkiem co zawsze.
Nie zastanawiałam się długo, momentalnie wymierzyłam mu policzek.
Nie spodziewał się tego. Odwróciłam się od niego i rozejrzałam
się za moją przyjaciółką. Tak jak się tego spodziewałam,
tańczyła z Karlem. Okej, czegoś tutaj nie rozumiem. Co ten Geiger
wyprawia? Podeszłam do nich, moja przyjaciółka była w podobnym
stanie co ja. Karl natomiast był trzeźwy niczym niemowlę.
-Czemu się nie bawisz?-krzyknęła mi
do ucha, próbując przekrzyczeć grającą muzykę.
-No proszę cię. Z nim?-wskazałam
palcem na idącego w naszym kierunku Wellingera. Po jaką cholerę on
tu znowu idzie?
-No z tego co widziałam, to całkiem
nieźle się z nim bawiłaś.- puściła mi oko. Poczułam, że na
mojej twarzy pojawiają się rumieńce. I kto mi to mówi? -No
powiedz, tak dobrze całuje jak wygląda?-zaśmiałam się na jej
słowa.
-Szału nie robi.- zaśmiałam się.
Wiedziałam, że on to wszystko słyszy. Wyszczerzyłam się w
uśmiechu do przyjaciółki. -Ja mam już dość, wracamy do domu?
-zapytałam błagalnym tonem przyjaciółki. Dobrze ją znam i
wiedziałam, że jej jest jeszcze mało.
-No proszę cię, już wymiękasz? Ja
się dopiero rozkręcam. -spojrzałam błagalnie na Karla, mając
nadzieję, że on coś wskóra.
-Andi cię odprowadzi.-powiedział
lekko się uśmiechając w moją stronę. Miałam ochotę go udusić.
Już miałam się odezwać, ale ktoś mnie uprzedził.
-No więc chodź księżniczko.
-powiedział do mnie. Pociągnął mnie za rękę i ciągnął w
stronę wyjścia. Posłałam Geigerowi zabójcze spojrzenie i
zniknęłam gdzieś, ciągnięta przez Andreasa. Po chwili byliśmy
już na zewnątrz. Pożałowałam, że tak cienko się ubrałam, bo
było strasznie zimno. On widząc to, objął mnie ramieniem i
prowadził w stronę domu. Dzięki Bogu do domu nie miałam daleko.
Po dwudziestu minutach byliśmy na miejscu. Po cichu zdjęłam buty i
udałam się do mojego pokoju. Zdjęłam z siebie dzisiejszy strój,
pozostawiając jedynie bieliznę i założyłam na siebie luźną
koszulkę. Poszłam jeszcze do łazienki zmyć makijaż i już po
chwili leżałam w łóżku i zapadałam w objęcia krainy Morfeusza.
*****
Kto zdobędzie nagrodę w kategorii
Idiota Roku? Oczywiście, że ja. Najpierw stchórzyłem i nie
zjawiłem się na randce. Najzwyczajniej w świecie stchórzyłem.
Patrzyłem przez okno jak siedziała przy stoliku i na mnie czekała.
Ale co ja za to mogę, że nie chciałem jej zranić? I co zrobiłem,
zraniłem ją. Weź tu się człowieku staraj. Co byś nie zrobił,
to jest źle. No i co zrobiłem zamiast jej kulturalnie wyjaśnić,
że ja nie chcę jej zranić i to nie ma sensu, bo kocham inną?
Pocałowałem ją. Tak. Nagroda Idiota Roku zdecydowanie należy się
właśnie mi. Dlaczego ja zawszę myślę kryteriami co zrobić, by
to ktoś inny był szczęśliwy? No dlaczego? Czemu nie mogę się
sprzeciwić Alexowi i wyznać Annie co do niej czuję.. Tak bardzo
bym chciał jej powiedzieć, ale nie mogę. Muszę tkwić w tym
dziwnym układzie. I po co ja się pakuję w związek z Mają?
Przecież dobrze wiem jak to się skończy. Czy ja aż tak wiele
wymagam od życia, że chcę być szczęśliwy? Czy to jest naprawdę
aż tak dużo? Czy nie mogę być jak Wellinger, że myśli tylko o
sobie, szczęście innych go nie obchodzi? Co ja poradzę, że jestem
kompletnym jego przeciwieństwem. On nie pchał by się w związek,
który nie ma przyszłości, tylko po to, żeby nie ranić tej
drugiej osoby. A ja po prostu chciałbym, żeby ona mnie kochała.
Teraz wiem jak się czuli bohaterowie tragiczni w dramatach
antycznych. Czego byś nie zrobił jest źle. Przeznaczenia nie
zmienisz. A tej historii widocznie nie jest pisany happy end.
-O czym myślisz skarbie?-zapytała
uśmiechnięta, obdarzając mnie całusem w policzek.
-O niczym konkretnym. Zastanawiam się,
czy Ania i Andi się nie pozabijali po drodze. -skłamałem. Serce mi
się łamie, że ten związek właśnie tak będzie wyglądał. Jego
fundamentami będą kłamstwa. A jak powszechnie wiadomo: kłamstwo
jak oliwa, zawsze na wierzch wypływa.
Składam na jej ustach delikatny
pocałunek, wyobrażam sobie, że nie całuję właśnie ją.
Gdy się od niej osuwam widzę w jej
niebieskich oczach żarzące się ogniki. I po raz kolejny cios
prosto w śledzionę. Ona coś do ciebie czuje kretynie. Wycofaj się
póki jeszcze możesz..
Ale ja nie chcę..
*****
Obudziłam się z koszmarnym
bólem głowy. Tak moi drodzy. Kac. Przekręciłam się na bok i omal
nie krzyknęłam. Obok mnie spał sobie w najlepsze Wellinger. Zaraz,
co on tutaj robi? W moim łóżku?! Nie wiele myśląc odepchnęłam
go od siebie, bo był za blisko, nawet gdy spał. Spadł na podłogę.
Podniósł się, rozmasowując głowę i spojrzał na mnie
zdezorientowany.
-Co ty do cholery jasnej
tutaj robisz? -prawie krzyknęłam. Pożałowałam, bo głowa
momentalnie bardziej mnie rozbolała. Uśmiechnął się głupkowato
do mnie.
-A na co ci to wygląda?
Siedzę sobie na podłodze. -zaśmiał się. Miałam ochotę go
walnąć.
-No co ty Sherlocku.
Naprawdę? Chodzi mi o to, co robisz w tym pokoju i dlaczego spałeś
w moim łóżku?-powiedziałam unosząc do góry brew. Podniósł
się, więc mogłam zobaczyć, że spał w samych bokserkach, które
były różowe. No, no. Seksowne, nie ma co..
-Sama mi to zaproponowałaś.-
powiedział z kpiącym uśmiechem pakując się pod kołdrę.
-Nie sądzisz chyba, że ci
uwierzę.-założyłam ręce na piersiach i mierzyłam go wzrokiem.
-To może mi jeszcze
powiesz, że się nie całowaliśmy?- teraz to on założył ręce na
piersiach. Cholera. Nie pamiętam tego. Niewiele pamiętam z
wczorajszego wieczoru. A co jeśli ja i on? W jednym łóżku? Coś
ten tego?!
-Z tobą miałabym się
całować? Nigdy w życiu, już wolałabym całować psa. -zaśmiał
się słysząc moje słowa.
-Wczoraj jakoś nie byłaś
taka niedostępna.- przysunął się bliżej. Był niebezpiecznie
blisko. Czułam jego oddech na mojej skórze. -I wiesz co, cholernie
mi się podobają te twoje stringi, ale wolałbym ciebie bez
nich.-szepnął mi na ucho. Nie wytrzymałam. Zdzieliłam go w twarz.
Odsunął się momentalnie pocierając piekący policzek.
-Wyjdziesz stąd sam, czy
mam zacząć krzyczeć?- powiedziałam nieźle wkurzona. Wstał z
łóżka i skierował się do drzwi. Obrócił się jeszcze przodem
do mnie, jakbym myśląc, że jeszcze zmienię zdanie i wyszedł.
Cholera. Czy on musi być taki przystojny? I jeszcze ta jago klata.
Oddychaj. Wyszłam z łóżka i omal nie krzyknęłam. Skąd on
wiedział, że mam na sobie stringi? Nawet ja nie pamiętałam jaką
bieliznę mam na sobie. Czy on mnie w nocy podglądał? Wygrzebałam
szorty w szufladzie i ubrałam się w nie. Nie chciałam paradować
po domu z tyłkiem na wierzchu, tym bardziej jeśli znajduje się w
nim ten kretyn. Wyszłam z pokoju i skierowałam się do kuchni.
Wiedziałam, że właśnie tam znajdę Aspirynę. Ku mojemu
zdziwieniu Andreas leżał sobie na kanapie, w pełni ubrany i
oglądał jakiś brazylijski serial. O zgrozo, czy on na serio to
ogląda?
-Nie Marija, nie całuj go,
on cie nie kocha!-krzyknął do telewizora, podnosząc się nagle.
Przeszłam niezauważenie do kuchni. Wolałam nie ujawniać mu swojej
obecności. Nie miałam ochotę na żadne kontakty z tym chłopakiem.
Po co oni tak właściwie przyjechali. Może mama coś będzie
wiedziała.
Nalałam sobie wody do
szklanki i poszukałam Aspiryny. Połknęłam tabletkę i popiłam
sporą ilością wody. Popatrzyłam na zegarek. Wskazywał ósmą
trzydzieści. Lepiej będzie jak sobie odpuszczę dziś szkołę. Po
chwili do kuchni weszła mama. Zaskoczyła mnie, bo zwykle o tej
porze jej już nie było. Popatrzyła na mnie zmartwiona.
-Jak się czujesz?-zapytała
z troską. Upiłam jeszcze kilka łyków wody.
-Koszmarnie. -wyznałam.
Rodzicielka pokręciła tylko głową i zaczęła się krzątać po
kuchni. Wyjmowała z lodówki różne produkty i wlewała je do
miksera. Po chwili zmiksowała wszystko i postawiła przede mną
dziwnie wyglądający koktajl.
-Pij. Po tym będzie ci
lepiej. -uśmiechnęła się zachęcająco. Przysunęłam szklankę
bliżej i powąchałam zawartość. Koszmarnie śmierdziało, od razu
miałam odruch wymiotny. Zacisnęłam oczy i wlałam sobie do gardła
owy specyfik. Smakował koszmarnie. -Córciu, to za młody mężczyzna,
siedzący u nas na kanapie i wyjący w poduszkę, że jakaś tam
Marija całowała się z Huanem bo Diego jej nie kocha? -zaśmiałam
się, omal nie wypluwając koktajlu.
-To jest kolega
Karla.-powiedziałam, gdy udało mi się opanować śmiech.-
Biedaczek, ja nie wiem jak Marija tak mogła, całować się z Huanem
skoro go nie kocha. Toż to katastrofa. -zaśmiałyśmy się obie. Po
chwili do kuchni wszedł Andreas. Włosy miał rozczochrane i oczy
jakieś zaszklone. No bez jaj, nie mów, że się poryczałeś
oglądając brazylijską telenowelę. Zaśmiałam się widząc jego
przygaszoną minę.
-Czy byłaby pani tak miła
i zrobiła mi kawkę? -uśmiechnął się swoim firmowym uśmiechem
do mojej mamy. Mama oczywiście będąc pod wrażeniem, od razu
wzięła się za robienie kawy. Usiadł obok mnie i mi się zaczął
przyglądać.
-I co? Marija wyznała już
Huanowi, że go kocha? -zachichotałam. Zrobił obrażoną minę
-Nie, ale Diego ma nową
kochankę-powiedział, jakby sądził, że mnie tym zainteresuje.
-Aha.-skwitowałam jego
wypowiedź i dopiłam resztki tego ohydztwa. Mama postawiła przed
nim kawę. Przyglądała nam się przez chwilę.
-Na co masz ochotę na
śniadanie? Naleśniki? -zapytała. Pokiwałam tylko twierdząco
głową. Wzięła się za przygotowywanie śniadania dla nas. Po
chwili do kuchni zawitał i Karl. Wyglądał jeszcze gorzej niż ja.
Uśmiechnął się blado i usiadł naprzeciwko mnie. Chwila, przecież
on nic nie pił.
Mama postawiła przed nim
gorącą herbatę, na co chłopak uśmiechnął się do niej z
wdzięcznością.
-Oj dzieciaki, puścić was
gdzieś na imprezę samych. -pokręciła głową z politowaniem. -Za
moich czasów to było nie do pomyślenia, żeby wracać z imprezy w
takim stanie.-zaśmiała się.
-Tak, jasne. Teraz tak
mówisz, a jak byłaś w moim wieku to pewnie jeszcze bardziej
balowałaś -mama tylko tajemniczo uśmiechnęła się na moje słowa
i przekręciła kolejnego naleśnika na patelni. Po zjedzeniu
śniadania, przebrałam się w żółte szorty i białą bluzkę.
Wzięłam aparat i wyszłam z domu niezauważona. Mama była w pracy
a Karl i Andreas wcale nie musieli wiedzieć, gdzie wychodzę. Do
mojej przeprowadzki zostało już niewiele czasu, jakieś trzy
tygodnie, szybko zleci. Zaczęłam więc robić zdjęcia miejsc,
które najbardziej kocham w tym mieście. Czekała mnie też ostatnia
wizyta w stadninie. Czas się pożegnać. Czas zakończyć pewien
rozdział mojego życia. Podróż minęła mi zadziwiająco szybko.
Ludzie przyglądali mi się ze zdziwieniem, widząc że fotografuje
widoki za oknem. Gdy moja podróż dobiegła końca chwilę
zastanawiałam się, jak będzie wyglądało moje nowe życie. Co ja
teraz będę robić? Pstryknęłam kilka zdjęć koniom na wybiegu i
skierowałam się w stronę stajni. Tak jak się spodziewałam
spotkałam tam Jasepha.
Uśmiechnął się na mój
widok i mnie mocno przytulił.
-Myślałem, że już cię
nie zobaczę.-powiedział. Westchnęłam tylko.
-Nie mogłabym wyjechać bez
pożegnania, wiesz? -zaśmiałam się lekko. Było mi ciężko. Nie
chciałam się żegnać.
-Co cie tutaj sprowadza?
-zapytał, gdy już wyswobodził mnie ze swojego niedźwiedziego
uścisku.
-Chyba już czas, żeby się
pożegnać. -powiedziałam smutno. Objął mnie ramieniem dodając
otuchy.
-Nie przejmuj się, nawet
jak wyjedziesz, to dla mnie zawsze będziesz moim małym rudzielcem.
I jeśli tylko będziesz w okolicy, to obowiązkowo masz mnie
odwiedzić.- uśmiechał się. W jego oczach było widać jednak
smutek. Był dla mnie niczym dziadek. -Pewnie chcesz się jeszcze z
kimś pożegnać, co? -zapytał a jak tylko pokiwałam twierdząco
głową. -Co powiesz na mały spacer? Staruszek ostatnio trochę
kaprysi, ale na spacer z tobą pewnie się zgodzi. -oboje podeszliśmy
do dobrze mi znanego boksu. Poprawiłam Duke'owi grzywę, która mu
wchodziła w oczy i pogłaskałam po pysku. Po chwili spacerowałam
razem z nim po wybiegu. Już teraz wiedziałam, że bardo będzie mi
tego brakować. W moich oczach nagle pojawiły się łzy. Nie
hamowałam ich. Pozwoliłam im płynąć. Pożegnania są trudne, tym
bardziej jeśli musisz rezygnować z czegoś, co kochałaś przez
całe życie. Pogłaskałam konia po jego czarnym łbie i spojrzałam
w jego brązowe oczy. -Będę tęsknić staruszku. -szepnęłam
tylko.
Nikt nie powiedział, że
będzie łatwo.
______________________________________________________________
Dobra, wybaczcie mi ten okropny rozdział.
Jestem kompletnym beztalenciem, wszystko mnie boli i nawet wieloryb z pozytywną energią nie pomógł.
Dziękuję jeszcze raz za wszystkie komentarze, bo jesteście po prostu świetne.
To dzięki wam się zmotywowałam i powstał rozdział.
<No dobra, są jeszcze inne powody, ale nie wszyscy muszą o tym wiedzieć>
Jeśli wam się ten rozdział nie spodoba, to wcale się wam nie będę dziwić.
Mi się to kompletnie nie podoba.
Przypominam o głosowaniu w ankiecie.
CZYTAM=KOMENTUJĘ
Pozdrawiam was cieplutko.
I łączę się w bólu z tymi, którzy musieli iść dziś do szkoły.
A i jeszcze jedno.
Uzupełniłam zakładkę bohaterowie i zmieniłam nieco wygląd bloga.
Jak wam się podoba?
Uzupełniłam zakładkę bohaterowie i zmieniłam nieco wygląd bloga.
Jak wam się podoba?