poniedziałek, 3 lutego 2014

14. "Pożegnania są trudne"

Witajcie. 
Chyba oszalałam, bo napisałam ten rozdział w jakieś dwie godziny. 

Dla schnaiderowa_95
Stara dupa z ciebie, 19 lat już masz ty dinozaurze ;)
Życzę ci dużo weny do tworzenia nowych, świetnych rozdziałów i opowiadań, 
romansu z Austriakami <Michiego i Morgiego nie oddam, musisz się obyć bez nich >
wymarzonych prezentów urodzinowych i czego tam sobie jeszcze życzysz. 
100 lat, wszystkiego najlepszego, spełnienia marzeń itp, itd, etc, etc. 


Odepchnęłam go od siebie. Popatrzył na mnie skołowany. -Ja nie chcę.- powiedziałam cicho. Na co on ponownie przyciągnął mnie do siebie. Znów zatopił te swoje gorące usta w moich. Czy czułam coś? Chyba tylko alkohol szumiący mi w głowie. Początkowo byłam bierna na jego pocałunki, ale z czasem zaczęłam je odwzajemniać. Sama nie wiem co mi strzeliło do głowy. No dobra, jest przystojny, to chyba to. Ale on jest chamem. Przystojnym, ale chamem, ale jednak.-Dość.-powiedziałam już bardziej zdecydowanym głosem, odsuwając się na znaczną odległość od niego.
-Przecież wiem, że na mnie lecisz.-powiedział z tym samym głupkowatym uśmieszkiem co zawsze. Nie zastanawiałam się długo, momentalnie wymierzyłam mu policzek. Nie spodziewał się tego. Odwróciłam się od niego i rozejrzałam się za moją przyjaciółką. Tak jak się tego spodziewałam, tańczyła z Karlem. Okej, czegoś tutaj nie rozumiem. Co ten Geiger wyprawia? Podeszłam do nich, moja przyjaciółka była w podobnym stanie co ja. Karl natomiast był trzeźwy niczym niemowlę.
-Czemu się nie bawisz?-krzyknęła mi do ucha, próbując przekrzyczeć grającą muzykę.
-No proszę cię. Z nim?-wskazałam palcem na idącego w naszym kierunku Wellingera. Po jaką cholerę on tu znowu idzie?
-No z tego co widziałam, to całkiem nieźle się z nim bawiłaś.- puściła mi oko. Poczułam, że na mojej twarzy pojawiają się rumieńce. I kto mi to mówi? -No powiedz, tak dobrze całuje jak wygląda?-zaśmiałam się na jej słowa.
-Szału nie robi.- zaśmiałam się. Wiedziałam, że on to wszystko słyszy. Wyszczerzyłam się w uśmiechu do przyjaciółki. -Ja mam już dość, wracamy do domu? -zapytałam błagalnym tonem przyjaciółki. Dobrze ją znam i wiedziałam, że jej jest jeszcze mało.
-No proszę cię, już wymiękasz? Ja się dopiero rozkręcam. -spojrzałam błagalnie na Karla, mając nadzieję, że on coś wskóra.
-Andi cię odprowadzi.-powiedział lekko się uśmiechając w moją stronę. Miałam ochotę go udusić. Już miałam się odezwać, ale ktoś mnie uprzedził.
-No więc chodź księżniczko. -powiedział do mnie. Pociągnął mnie za rękę i ciągnął w stronę wyjścia. Posłałam Geigerowi zabójcze spojrzenie i zniknęłam gdzieś, ciągnięta przez Andreasa. Po chwili byliśmy już na zewnątrz. Pożałowałam, że tak cienko się ubrałam, bo było strasznie zimno. On widząc to, objął mnie ramieniem i prowadził w stronę domu. Dzięki Bogu do domu nie miałam daleko. Po dwudziestu minutach byliśmy na miejscu. Po cichu zdjęłam buty i udałam się do mojego pokoju. Zdjęłam z siebie dzisiejszy strój, pozostawiając jedynie bieliznę i założyłam na siebie luźną koszulkę. Poszłam jeszcze do łazienki zmyć makijaż i już po chwili leżałam w łóżku i zapadałam w objęcia krainy Morfeusza.

*****


Kto zdobędzie nagrodę w kategorii Idiota Roku? Oczywiście, że ja. Najpierw stchórzyłem i nie zjawiłem się na randce. Najzwyczajniej w świecie stchórzyłem. Patrzyłem przez okno jak siedziała przy stoliku i na mnie czekała. Ale co ja za to mogę, że nie chciałem jej zranić? I co zrobiłem, zraniłem ją. Weź tu się człowieku staraj. Co byś nie zrobił, to jest źle. No i co zrobiłem zamiast jej kulturalnie wyjaśnić, że ja nie chcę jej zranić i to nie ma sensu, bo kocham inną? Pocałowałem ją. Tak. Nagroda Idiota Roku zdecydowanie należy się właśnie mi. Dlaczego ja zawszę myślę kryteriami co zrobić, by to ktoś inny był szczęśliwy? No dlaczego? Czemu nie mogę się sprzeciwić Alexowi i wyznać Annie co do niej czuję.. Tak bardzo bym chciał jej powiedzieć, ale nie mogę. Muszę tkwić w tym dziwnym układzie. I po co ja się pakuję w związek z Mają? Przecież dobrze wiem jak to się skończy. Czy ja aż tak wiele wymagam od życia, że chcę być szczęśliwy? Czy to jest naprawdę aż tak dużo? Czy nie mogę być jak Wellinger, że myśli tylko o sobie, szczęście innych go nie obchodzi? Co ja poradzę, że jestem kompletnym jego przeciwieństwem. On nie pchał by się w związek, który nie ma przyszłości, tylko po to, żeby nie ranić tej drugiej osoby. A ja po prostu chciałbym, żeby ona mnie kochała. Teraz wiem jak się czuli bohaterowie tragiczni w dramatach antycznych. Czego byś nie zrobił jest źle. Przeznaczenia nie zmienisz. A tej historii widocznie nie jest pisany happy end.
-O czym myślisz skarbie?-zapytała uśmiechnięta, obdarzając mnie całusem w policzek.
-O niczym konkretnym. Zastanawiam się, czy Ania i Andi się nie pozabijali po drodze. -skłamałem. Serce mi się łamie, że ten związek właśnie tak będzie wyglądał. Jego fundamentami będą kłamstwa. A jak powszechnie wiadomo: kłamstwo jak oliwa, zawsze na wierzch wypływa.
Składam na jej ustach delikatny pocałunek, wyobrażam sobie, że nie całuję właśnie ją.
Gdy się od niej osuwam widzę w jej niebieskich oczach żarzące się ogniki. I po raz kolejny cios prosto w śledzionę. Ona coś do ciebie czuje kretynie. Wycofaj się póki jeszcze możesz..

Ale ja nie chcę..

*****

Obudziłam się z koszmarnym bólem głowy. Tak moi drodzy. Kac. Przekręciłam się na bok i omal nie krzyknęłam. Obok mnie spał sobie w najlepsze Wellinger. Zaraz, co on tutaj robi? W moim łóżku?! Nie wiele myśląc odepchnęłam go od siebie, bo był za blisko, nawet gdy spał. Spadł na podłogę. Podniósł się, rozmasowując głowę i spojrzał na mnie zdezorientowany.
-Co ty do cholery jasnej tutaj robisz? -prawie krzyknęłam. Pożałowałam, bo głowa momentalnie bardziej mnie rozbolała. Uśmiechnął się głupkowato do mnie.
-A na co ci to wygląda? Siedzę sobie na podłodze. -zaśmiał się. Miałam ochotę go walnąć.
-No co ty Sherlocku. Naprawdę? Chodzi mi o to, co robisz w tym pokoju i dlaczego spałeś w moim łóżku?-powiedziałam unosząc do góry brew. Podniósł się, więc mogłam zobaczyć, że spał w samych bokserkach, które były różowe. No, no. Seksowne, nie ma co..
-Sama mi to zaproponowałaś.- powiedział z kpiącym uśmiechem pakując się pod kołdrę.
-Nie sądzisz chyba, że ci uwierzę.-założyłam ręce na piersiach i mierzyłam go wzrokiem.
-To może mi jeszcze powiesz, że się nie całowaliśmy?- teraz to on założył ręce na piersiach. Cholera. Nie pamiętam tego. Niewiele pamiętam z wczorajszego wieczoru. A co jeśli ja i on? W jednym łóżku? Coś ten tego?!
-Z tobą miałabym się całować? Nigdy w życiu, już wolałabym całować psa. -zaśmiał się słysząc moje słowa.
-Wczoraj jakoś nie byłaś taka niedostępna.- przysunął się bliżej. Był niebezpiecznie blisko. Czułam jego oddech na mojej skórze. -I wiesz co, cholernie mi się podobają te twoje stringi, ale wolałbym ciebie bez nich.-szepnął mi na ucho. Nie wytrzymałam. Zdzieliłam go w twarz. Odsunął się momentalnie pocierając piekący policzek.
-Wyjdziesz stąd sam, czy mam zacząć krzyczeć?- powiedziałam nieźle wkurzona. Wstał z łóżka i skierował się do drzwi. Obrócił się jeszcze przodem do mnie, jakbym myśląc, że jeszcze zmienię zdanie i wyszedł. Cholera. Czy on musi być taki przystojny? I jeszcze ta jago klata. Oddychaj. Wyszłam z łóżka i omal nie krzyknęłam. Skąd on wiedział, że mam na sobie stringi? Nawet ja nie pamiętałam jaką bieliznę mam na sobie. Czy on mnie w nocy podglądał? Wygrzebałam szorty w szufladzie i ubrałam się w nie. Nie chciałam paradować po domu z tyłkiem na wierzchu, tym bardziej jeśli znajduje się w nim ten kretyn. Wyszłam z pokoju i skierowałam się do kuchni. Wiedziałam, że właśnie tam znajdę Aspirynę. Ku mojemu zdziwieniu Andreas leżał sobie na kanapie, w pełni ubrany i oglądał jakiś brazylijski serial. O zgrozo, czy on na serio to ogląda?
-Nie Marija, nie całuj go, on cie nie kocha!-krzyknął do telewizora, podnosząc się nagle. Przeszłam niezauważenie do kuchni. Wolałam nie ujawniać mu swojej obecności. Nie miałam ochotę na żadne kontakty z tym chłopakiem. Po co oni tak właściwie przyjechali. Może mama coś będzie wiedziała.
Nalałam sobie wody do szklanki i poszukałam Aspiryny. Połknęłam tabletkę i popiłam sporą ilością wody. Popatrzyłam na zegarek. Wskazywał ósmą trzydzieści. Lepiej będzie jak sobie odpuszczę dziś szkołę. Po chwili do kuchni weszła mama. Zaskoczyła mnie, bo zwykle o tej porze jej już nie było. Popatrzyła na mnie zmartwiona.
-Jak się czujesz?-zapytała z troską. Upiłam jeszcze kilka łyków wody.
-Koszmarnie. -wyznałam. Rodzicielka pokręciła tylko głową i zaczęła się krzątać po kuchni. Wyjmowała z lodówki różne produkty i wlewała je do miksera. Po chwili zmiksowała wszystko i postawiła przede mną dziwnie wyglądający koktajl.
-Pij. Po tym będzie ci lepiej. -uśmiechnęła się zachęcająco. Przysunęłam szklankę bliżej i powąchałam zawartość. Koszmarnie śmierdziało, od razu miałam odruch wymiotny. Zacisnęłam oczy i wlałam sobie do gardła owy specyfik. Smakował koszmarnie. -Córciu, to za młody mężczyzna, siedzący u nas na kanapie i wyjący w poduszkę, że jakaś tam Marija całowała się z Huanem bo Diego jej nie kocha? -zaśmiałam się, omal nie wypluwając koktajlu.
-To jest kolega Karla.-powiedziałam, gdy udało mi się opanować śmiech.- Biedaczek, ja nie wiem jak Marija tak mogła, całować się z Huanem skoro go nie kocha. Toż to katastrofa. -zaśmiałyśmy się obie. Po chwili do kuchni wszedł Andreas. Włosy miał rozczochrane i oczy jakieś zaszklone. No bez jaj, nie mów, że się poryczałeś oglądając brazylijską telenowelę. Zaśmiałam się widząc jego przygaszoną minę.
-Czy byłaby pani tak miła i zrobiła mi kawkę? -uśmiechnął się swoim firmowym uśmiechem do mojej mamy. Mama oczywiście będąc pod wrażeniem, od razu wzięła się za robienie kawy. Usiadł obok mnie i mi się zaczął przyglądać.
-I co? Marija wyznała już Huanowi, że go kocha? -zachichotałam. Zrobił obrażoną minę
-Nie, ale Diego ma nową kochankę-powiedział, jakby sądził, że mnie tym zainteresuje.
-Aha.-skwitowałam jego wypowiedź i dopiłam resztki tego ohydztwa. Mama postawiła przed nim kawę. Przyglądała nam się przez chwilę.
-Na co masz ochotę na śniadanie? Naleśniki? -zapytała. Pokiwałam tylko twierdząco głową. Wzięła się za przygotowywanie śniadania dla nas. Po chwili do kuchni zawitał i Karl. Wyglądał jeszcze gorzej niż ja. Uśmiechnął się blado i usiadł naprzeciwko mnie. Chwila, przecież on nic nie pił.
Mama postawiła przed nim gorącą herbatę, na co chłopak uśmiechnął się do niej z wdzięcznością.
-Oj dzieciaki, puścić was gdzieś na imprezę samych. -pokręciła głową z politowaniem. -Za moich czasów to było nie do pomyślenia, żeby wracać z imprezy w takim stanie.-zaśmiała się.
-Tak, jasne. Teraz tak mówisz, a jak byłaś w moim wieku to pewnie jeszcze bardziej balowałaś -mama tylko tajemniczo uśmiechnęła się na moje słowa i przekręciła kolejnego naleśnika na patelni. Po zjedzeniu śniadania, przebrałam się w żółte szorty i białą bluzkę. Wzięłam aparat i wyszłam z domu niezauważona. Mama była w pracy a Karl i Andreas wcale nie musieli wiedzieć, gdzie wychodzę. Do mojej przeprowadzki zostało już niewiele czasu, jakieś trzy tygodnie, szybko zleci. Zaczęłam więc robić zdjęcia miejsc, które najbardziej kocham w tym mieście. Czekała mnie też ostatnia wizyta w stadninie. Czas się pożegnać. Czas zakończyć pewien rozdział mojego życia. Podróż minęła mi zadziwiająco szybko. Ludzie przyglądali mi się ze zdziwieniem, widząc że fotografuje widoki za oknem. Gdy moja podróż dobiegła końca chwilę zastanawiałam się, jak będzie wyglądało moje nowe życie. Co ja teraz będę robić? Pstryknęłam kilka zdjęć koniom na wybiegu i skierowałam się w stronę stajni. Tak jak się spodziewałam spotkałam tam Jasepha.
Uśmiechnął się na mój widok i mnie mocno przytulił.
-Myślałem, że już cię nie zobaczę.-powiedział. Westchnęłam tylko.
-Nie mogłabym wyjechać bez pożegnania, wiesz? -zaśmiałam się lekko. Było mi ciężko. Nie chciałam się żegnać.
-Co cie tutaj sprowadza? -zapytał, gdy już wyswobodził mnie ze swojego niedźwiedziego uścisku.
-Chyba już czas, żeby się pożegnać. -powiedziałam smutno. Objął mnie ramieniem dodając otuchy.
-Nie przejmuj się, nawet jak wyjedziesz, to dla mnie zawsze będziesz moim małym rudzielcem. I jeśli tylko będziesz w okolicy, to obowiązkowo masz mnie odwiedzić.- uśmiechał się. W jego oczach było widać jednak smutek. Był dla mnie niczym dziadek. -Pewnie chcesz się jeszcze z kimś pożegnać, co? -zapytał a jak tylko pokiwałam twierdząco głową. -Co powiesz na mały spacer? Staruszek ostatnio trochę kaprysi, ale na spacer z tobą pewnie się zgodzi. -oboje podeszliśmy do dobrze mi znanego boksu. Poprawiłam Duke'owi grzywę, która mu wchodziła w oczy i pogłaskałam po pysku. Po chwili spacerowałam razem z nim po wybiegu. Już teraz wiedziałam, że bardo będzie mi tego brakować. W moich oczach nagle pojawiły się łzy. Nie hamowałam ich. Pozwoliłam im płynąć. Pożegnania są trudne, tym bardziej jeśli musisz rezygnować z czegoś, co kochałaś przez całe życie. Pogłaskałam konia po jego czarnym łbie i spojrzałam w jego brązowe oczy. -Będę tęsknić staruszku. -szepnęłam tylko.
Nikt nie powiedział, że będzie łatwo. 



______________________________________________________________
Dobra, wybaczcie mi ten okropny rozdział. 
Jestem kompletnym beztalenciem, wszystko mnie boli i nawet wieloryb z pozytywną energią nie pomógł.
Dziękuję jeszcze raz za wszystkie komentarze, bo jesteście po prostu świetne.
To dzięki wam się zmotywowałam i powstał rozdział.
<No dobra, są jeszcze inne powody, ale nie wszyscy muszą o tym wiedzieć>
Jeśli wam się ten rozdział nie spodoba, to wcale się wam nie będę dziwić.
Mi się to kompletnie nie podoba.
To nie tak miało być.
Przypominam o głosowaniu w ankiecie. 

CZYTAM=KOMENTUJĘ

Pozdrawiam was cieplutko.
I łączę się w bólu z tymi, którzy musieli iść dziś do szkoły.
A i jeszcze jedno.
Uzupełniłam zakładkę bohaterowie i zmieniłam nieco wygląd bloga.
Jak wam się podoba? 
♫