piątek, 31 stycznia 2014

13. "Miłość niszczy"

 

Alex i Karl wyjechali wieczorem. Cieszyłam się z tego faktu bardzo, bo na kilka dni znów będzie panował spokój. Kolejnym powodem do radości był fakt, że niedługo zdejmą mi gips. Karl ze mną nie rozmawia odkąd wybiegł wtedy z domu. Nie rozumiem tego chłopaka. Załatwiłam mu tą randkę. I nawet nie powie jak było. Maja też do mnie nawet nie zadzwoniła. Normalnie to by zaraz po skończonej randce zadzwoniła, cała w skowronkach i by mi przez pół godziny nawijała jak było. Tym razem jednak nic. Zero odzewu. Może randka się nie udała? Nie, to niemożliwe. Oboje przecież ślinią się na swój widok. Co więc mogło się nie udać? Wybrałam numer do koleżanki. Odebrała po trzecim sygnale.
-Cześć. I jak się udała randka? -zapytałam nie kryjąc rozradowania.
-To ty nic nie wiesz? Nie przyszedł. Najzwyczajniej w świecie mnie wystawił, rozumiesz? Czekałam na niego pół godziny i nic. An, czy ze mną jest coś nie tak, czy co? Ja już nie wiem.- żaliła mi się do słuchawki. Było mi jej szkoda. Cholera, co ten Geiger wyczynia. Najpierw mnie prosi, bym go umówiła na randkę, później się nie zjawia. I nawet nic nie powiedział.
-Skarbie, naprawdę mi przykro. Nie wiem czemu się nie zjawił. Sam przecież przyszedł do mnie, żebym cię z nim umówiła. Pewnie mu coś wypadło. -próbowałam go usprawiedliwić. Kogo ja chcę oszukać. To jasne, że w to nie wierzę. Stchórzył pewnie i tyle.-Zobaczysz, jeszcze wszystko się ułoży.-próbowałam podnieść ją na duchu. -Wiesz co, mam pomysł. To na pewno poprawi ci humor. Wiesz, że we wtorek zdejmują mi gips.-powiedziałam radośnie.
-Tak, wiem. I co w związku z tym? -powiedziała przygaszona. Cholera Geiger. Niech cię tylko na oczy zobaczę a zabiję.
-A to, że w środę wieczorem wyciągam cię do klubu. -tak, ja naprawdę to powiedziałam.
-Chyba się przesłyszałam. -moja przyjaciółka zażartowała ze mnie.
-Nie przesłyszałaś się. Idziemy razem do klubu. W tą środę. -no to się wkopałam. Co zrobić, nie miałam lepszego pomysłu. Może nie będzie aż tak źle?

Wierzysz w to?

Czas do środy minął bardzo szybko. W poniedziałek moja przyjaciółka miała jeszcze trochę zły humor, wywołany przez Karla. Wcale się jej nie dziwię, w końcu chłopak wystawił ją do wiatru. I cały czas nie daje żadnego znaku życia. Nich on tylko się tu zjawi, a już ja mu pokażę kobiecą solidarność, ot co. Nie będzie bezkarnie wystawiał mojej przyjaciółki do wiatru. Dziś jest już dużo lepiej, od rana Maja ma świetny humor i mówi tylko o wypadzie do klubu. A ja? Szczerze, to wcale nie chcę tam iść. Nie lubię takich miejsc. Wczoraj zdjęli mi gips, z czego się bardzo cieszę, ale bez przesady. To był zły pomysł. Moja przyjaciółka jest innego zdania. Już od pierwszej lekcji ciągle mi gada, jak bardzo się cieszy. Przez nią mumia znów mnie pytała. Jakimś cudem udało mi się wyjść z tej sytuacji obronną ręką. Jej okres bycia miłą w stosunku do mojej osoby się skończył. Teraz znów jest tą samą, wredną babą, którą ktoś w życiu nieźle zranił. To przykre, jak bardzo takie doświadczenia zmieniają człowieka. Ofiara zmienia się w oprawcę. Zraniona owca nagle staje się wilkiem. Może przesadzam, ale czy aby na pewno? Gdzie się podziała tamta zawsze uśmiechnięta i miła kobieta, którą znałam kilka lat temu? Zniknęła gdzieś. Zniknęła, bo ktoś zabił w niej miłość i zaufanie. Ktoś zabrał jej to, co było najważniejsze. Widzę w jej oczach smutek. Widzę go, chociaż ona stara się go ukrywać pod maską obojętności i surowości. I to wszystko przez co? Przez miłość.
Miłość niszczy. Ona nie buduje. Ona rani, spala wszystko, pozostaje tylko popiół. Martwe szczątki, które są tylko cieniem tego, co było wcześniej.
Odetchnęłam z ulgą, gdy tylko usłyszałam dzwonek, kończący moją ostatnią lekcję. Razem z Mają czekałyśmy pod szkołą na mamę, która miała nas odebrać. Po kilku minutach zajechał na szkolny parking fioletowy Ford mojej mamy. Wsiadłyśmy z Mają szybko do auta i w ciszy jechałyśmy do domu. Mama nie była do końca zadowolona z faktu, że wybieramy się w środku tygodnia do klubu i że zawalimy dzień szkoły. Nic jednak nie mówiła, wiedziała, że i tak zrobię co będę chciała. Taka właśnie byłam. Nie wiem po kim miałam charakterek, ale jak na coś się uwzięłam, to nie było zmiłuj. Dobrze, że naprawdę rzadko zdarzały mi się takie sytuacje.
Po kilkunastu minutach byłyśmy w domu. Włączyłam głośno muzykę w mieszkaniu i razem z Mają zaczęłyśmy przygotowywać się do imprezy. Dzięki Bogu, mamy nie było, więc nikt nie marudził na zbyt głośno grającą muzykę. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że nie mam co na siebie włożyć.
-Maja. -zwróciłam się do mojej przyjaciółki, która robiła nam po drinku. Przecież trzeba się odstresować przed imprezą? Spojrzała na mnie pytająco.- Nie mam co na siebie ubrać.-zaśmiała się na moje słowa. Podeszła do swojego plecaka i wyciągnęła z niego reklamówkę.
-Masz. -rzuciła we mnie ową reklamówką. -Skąd ja wiedziałam, że będziesz miała taki problem.
Zajrzałam do reklamówki i wytrzeszczyłam oczy.
-Nie założę tego.-zapiszczałam. Byłam poirytowana i wzburzona. No do cholery, zgodziłam się iść do klubu, ale to nie znaczy, że mam się ubierać jak jakaś tania lafirynda.
-Założysz, założysz. To tylko top-zaśmiała się. Dobrze powiedziane. Tylko top. Szkoda tylko, że taki krótki i odsłaniający tak wiele. -No nie patrz tak na mnie, tylko się przebieraj. No już.-powiedziała przyglądając mi się uważnie. Niechętnie ściągnęłam bluzkę i chciałam założyć top na stanik.- Stanik ci nie będzie potrzebny.-rzuciła nieźle rozbawiona. Przełknęłam głośno ślinę. Ściągnęłam i stanik. Nie czułam się skrępowana obecnością przyjaciółki, w końcu była dla mnie jak siostra. Bardziej krępowała mnie myśl, że mam się w tym czymś pokazać ludziom. Wciągnęłam na siebie ową część garderoby, na co Maja szeroko się uśmiechnęła.-Wiedziałam, że będzie idealny. Zaraz znajdę ci pasującą spódnicę, no i jeszcze gdzieś muszę znaleźć tą twoją kurteczkę z dżinsu. Patrzyłam jak moja przyjaciółka znika na schodach i upiłam spory łyk drinka. Nie wyjdę z tego domu trzeźwa w takim stroju. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Kto to może być? Mama w pracy, a nikt inny nie przychodzi mi do głowy.

*****

Wcale nie uśmiechał mi się pomysł Alexa. Nie wiem co ten facet znów kombinuje. Cholerny gliniarz, nie dość, że w swoją pracę wciąga Karla, to jeszcze i mnie. Znając życie, to każe mi się mizdrzyć to jakiegoś paszteta. Ile bym dał, żebym mógł się sprzeciwić i go po prostu olać. Niestety to on tutaj rozdaje karty, nie ja. Dobrze wiem, że jedno jego słowo i moja kariera byłaby skończona. Karl też to wie. Ale on jest słaby, on już się łamie. Biedactwo. On chyba się zakochał w tej dziewczynie. To mu złamie serce. Czy jest mi z tym źle, że mam przelecieć dziewczynę, w której kocha się mój kumpel? Nie. Ani trochę. Skoro on nie mógł się tym zająć, to ja muszę. I jeszcze to jego gadanie „jak ją zranisz, to cię zabiję”. Jasne. Będziesz musiał zabić mnie, Alexa i siebie. Biedny, naiwny Karl. On chyba jeszcze wierzy, że ta historia może skończyć się happy endem. Nagle wybucham niepohamowanym śmiechem. Nie obchodzi mnie fakt, że ludzie wokół patrzą się na mnie jak na wariata. Nie obchodzi mnie ich opinia. Odkąd stałem się osobą publiczną to, no cóż, nie przejmuję się opinią innych. Jestem na szczycie, korzystam z życia ile wlezie. Kto wie, czy to kiedyś się nie skończy. Czuję wibracje mojego telefonu w kieszeni. MMS od Karla. Przysłał mi zdjęcia mojej niczego jeszcze nieświadomej ofiary. Otwieram wiadomość i nie mogę się pozbyć tego głupiego uśmiechu z mojej twarzy. No, no ruda, znowu się spotkamy. To chyba przeznaczenie.
Wpatruję się jeszcze przez jakiś czas w zdjęcie rudowłosej, zrobione było z ukrycia. Karl-przyczajony tygrys. Widać na nim, że jest szczęśliwa, zajada się lodami. I tak nie pójdzie w cycki. Widzę, że jej oczy błyszczą. Jest szczęśliwa. Jaka szkoda, że już niedługo cały jej świat legnie w gruzach. Ale co ja się tym będę przejmować. Nie moja sprawa. Ja rob tylko to, co karzą. Ja tu jestem tylko pionkiem. Nie zależy mi. Chcą zniszczyć jej życie proszę bardzo. Ja chcę tylko udowodnić jej, że jednak będzie moja. Że skończy tak samo jak wszystkie inne. W moim łóżku. I będzie jej cholernie dobrze. I rano nawet sobie pomyśli, że ją kocham.
Kobiety to jednak naiwne istoty. Bardzo naiwne..

-Geiger, to kiedy zaczynamy?-rzuciłem do słuchawki nie kryjąc podekscytowania w głosie, gdy tylko mój kolega odebrał.
-Już niedługo.-odparł tajemniczo.- Zadzwonię do ciebie i podam ci wszystkie szczegóły. -rzucił tylko i się rozłączył. Tak się nie robi Geiger. Mamusia cię nie wychowała? No tak, zapomniałem. Nie zdążyła. Przecież ona nie żyje. To był wypadek. Biedny, naiwny Karl.
*****

Otworzyłam drzwi i zamarłam. Przede mną stał Karl, a obok niego był on. Szczerzył się do mnie, na co uświadomiłam sobie, w co jestem ubrana. Zasłoniłam mój dekolt rękoma i patrzyłam wyczekująco na moich 'gości'. Staliśmy tak w drzwiach, mierząc się wzrokiem, gdy nagle wróciła Maja. -W tym będziesz wyglądać bombowo.- szła ubrana w króciutką, czarną sukienkę, która prawdę mówiąc, więcej odsłaniała niż zasłaniała, a w ręku miała moją spódnicę z eko-skóry i krótką, dżinsową kurteczkę. Wszystko byłoby okej, gdyby nie czarne, koronkowe stringi, które również przyniosła. Spiorunowałam ją wzrokiem. Wolałabym, żeby ta część garderoby, pozostała w mojej szufladzie z bielizną i nie oglądała nigdy światła dziennego. Co więcej. Żeby tych dwóch osobników płci męskiej nie musiało oglądać tych części mojej garderoby. Spłonęłam rumieńcem.
-Wybieracie się gdzieś? -odezwał się nieźle skołowany Karl. Patrzył on cały czas na Maję.
-Do klubu.-powiedziała moja przyjaciółka. Odniosłam wrażenie, jakby chciała rzucić mu wyzwanie. Pokazać, że nie on, to inny. Olałam moich gości, wzięłam od przyjaciółki mój strój na dzisiejszy wieczór i zniknęłam w łazience. Upokorzenia na dziś już wystarczy. Szybko przebrałam się w to, co przygotowała mi Maja. Później ją opieprzę za te stringi. Oj oberwie jej się. Gdy już byłam ubrana i stwierdziłam, że wyglądam całkiem okej, nadszedł czas na zrobienie makijażu. Nałożyłam na twarz podkład, przypudrowałam się ładnie, żeby się nie świeciło i zrobiłam sobie czarne kreski eyelinerem. Usta przejechałam czerwoną szminką i już byłam prawie gotowa. Pozostawało jeszcze skropić się perfumami i lekko podkręcić lokówką włosy. Gdy po kilku minutach wyszłam z łazienki zobaczyłam siedzącego na kanapie Andreasa. Gapił się bezczelnie na mnie z prostackim uśmieszkiem. Miałam najzwyczajniej w świecie ochotę mu przywalić w tą jego, jakże uroczą buźkę. Zignorowałam go i poszłam do mojego pokoju szukać butów, co nie było dobrym pomysłem, bo trafiłam na całujących się Karla i Maję. Zawstydzona zabrałam tylko moje czarne lity i zostawiłam gołąbeczki razem, mówiąc tylko, że daję jej dwadzieścia minut. Zeszłam na dół, założyłam buty, dopiłam duszkiem mojego drinka i popatrzyłam wyzywająco na Wellingera.
-Twój przyjaciel właśnie przepadł. -zaśmiałam się głupio. Popatrzył na mnie przenikliwie. Zbliżył się do mnie i położył dłoń na moim policzku. Zaczął mnie nią po nim gładzić, patrząc cały czas w moje oczy. Były takie błękitne. Magiczne wręcz. Po prostu piękne. Czułam, że się w nich zatapiam. Pokręciłam tylko przecząco głową. Odsunęłam się od niego, na co on spojrzał na mnie pytająco. Zaśmiałam się. Nie będę twoją kolejną zdobyczą. Odwróciłam się do niego plecami i poszłam zrobić sobie kolejnego drinka.

*****

W klubie było tłoczno. Nie lubiłam takich miejsc. Wokoło rozchodził się odór alkoholu i wymieszanych ze sobą najróżniejszych perfum. Było zdecydowanie za ciasno, muzyka była za głośna, a w mojej krwi zdecydowanie za mało alkoholu krążyło.
-Skocz mi po drinka.- rzuciłam do niego. Skoro mam już spędzać ten wieczór w jego towarzystwie, to chociaż będę się dobrze bawić. Zniknął, gdy tylko usłyszał moje słowa. Zaczęłam tańczyć w rytm muzyki. Nie przejmowałam się ludźmi, którzy mnie otaczali. Wyobrażałam sobie, że ich wszystkich tu nie ma. Byłam tylko ja. Ja i muzyka. Moją 'samotność' jednak przerwał on. Zjawił się z dwoma drinkami i tym samym zawadiackim uśmiechem na twarzy.
-Tęskniłaś? -zapytał i potrząsnął znacząco brwiami. Zaśmiałam się tylko i zabrałam od niego drinka, którego szybko opróżniłam. Patrzył na mnie zaskoczony. Zupełnie nieświadomie ułatwiałam mu zadanie. Oddałam mu szklankę i zaczęłam znów tańczyć. Moje ciało poruszało się w rytm muzyki, a on mi się tylko przyglądał. Odstawił szklanki i dołączył do mnie. Nasze ciała poruszały się w jednym rytmie. Piosenka jednak się skończyła i zaczęła się nowa. Spokojniejsza. Nadająca się bardziej do tańczenia przytulanych. Zanim się zorientowałam, on już objął mnie w pasie i zaczęliśmy się kołysać w rytm muzyki. Przez wypity alkohol zaczęło mi się kręcić w głowie. Poczułam nagle, że jego dłonie wędrują na mój tyłek. Poprawiłam je z powrotem na właściwą pozycję. Zaskoczyła go moja reakcja.
-Zgrywamy niedostępną, tak? -szepnął mi do ucha. Był bardzo blisko. Doskonale czułam jego perfumy, które tak bardzo mnie pociągały. Nagle jego usta znalazły się na moich. A świat zawirował.



______________________________________________________________
Wybaczcie mi za ten rozdział. 
Jest okropnie. I wiecie co. Potrzebuję przerwy.
Nie wiem kiedy będzie nowy. Muszę odpocząć. Wiem, mam  teraz ferie, ale potrzebuję odpoczynku.
Muszę wszystko sobie poukładać.
Tak więc nie wiem, kiedy kolejny.

No i jest jeszcze taka sprawa.
Jeśli ktoś chce być informowany, lub chce mnie po prostu poznać,
to możecie do mnie napisać gg: 3813017

Pozdrawiam was gorąco :*

CZYTAM= KOMENTUJĘ